niedziela, 13 listopada 2011

Jest niedziela a ja odczuwam juz totalny zjazd.. i pomimo tego ze mamy juz 7 utworow i kazyd jest z innej galaktyki muzyki... te kolejne trzy nie beda odbiegaly od calosci... tez sa z innych galaktyk... pytanie tylko czy uda mi sie wytrzymac ta presje powstawania dziela w tak krotkim czasie.. i czy wytrzymam do srody by po prostu nie pasc...

Natomiast chlopaka humor dopisuje.. wciaz zartujemy smijemy sie i chyba juz przekroczylismy wszystkie granice dobrego smaku w tych zartach... tak sadze...

DAY 7

czwartek, 10 listopada 2011

DAY 4 - LOOONG WEEEEK LOOOOOONG DICK



padl nam wzmacniacz.... i byla sesja niespodzianka... i co mozna powiedziec wiecej

w zyciu wazne sa tylko te chwile ktorych jeszcze nie znamy....

:)

to jest jakis sen... mam za duzo dejavooo
dzieja sie rzeczy niezalezne ode mnie.. bardzo oczywiste
jednoznaczne... kazda rzecz ma swoja przyczyne i skutek
dzisiaj robilismy sesje na lodowkach.. beda dzis prawdopodobein na FB
bylem w tej lodowce i myslalem sobie.. kurcze.. dzis to robie
swiecie slonce.. jest troche zimno 10 listopada
bede zawsze juz o tym czasie pamietal... wiec.. badz w tej chwili
rozkoszuj sie tym zimnem tymilodowkami tym sloncem

tak robi sie ta plyta.. ja jej nie nagrywam ja ja odtwarzam

środa, 9 listopada 2011

DAY 3 - BEGINING - GOODBYE



bez metronomu, na zywo, nie rowno... z przyspieszeniem mojego glosu... dziwnie... nadzwyczajnie dziwnie... szybko... do przodu... dwa podejscia wokalu... jedno podejscie perkusji... i dop przodu... i nei wiemy co sie tu dzieje... a dzieje sie...



bo tak ma byc